Czy dorośli mają przyjaciół?

przyjaźń przyjaciółka przyjaciółki

Pierwsze skojarzenie ze słowami: PRZYJACIÓŁKA, PRZYJAŹŃ to …
.
.
.
dla mnie: nastoletnia znajomość.

I nie myślałam dotąd, że przyjaźń dorosłych może być czymś doniosłym. Dotarło to do mnie ostatnio, przy okazji pewnej uroczystości. Od kilku dni noszę w sobie radość, bo mam udział w czymś ważnym i pięknym.

Pani Sroko!

Pierwsze dni w obskurnym akademiku na Białołęce przetrwałam chyba tylko dzięki Tobie. Pamiętam Twoje migdałowe brązowe oczy, szeroki i szczery uśmiech i stylowe, zielone rękawiczki ze skóry. Nasze fale zsynchronizowały się dość szybko, bo ja mieszkałam tam krótko. Po tym, jak mnie napadnięto w drodze z przystanku na moście, przeprowadziłam się natychmiast do Riviery.

Studenckie życie

Musiałyśmy się już na tyle, przez tą chwilę, polubić, że po miesiącu lub dwóch ściągnęłam Cię do siebie. Mieszkałyśmy w dwójce na siódmym piętrze. To był dobry czas: akademik w Centrum Warszawy, wiosna w Łazienkach, koncerty, imprezy studenckie życie. Były jakieś trudniejsze chwile, w czasie sesji mijałyśmy się w pokoju bez słów, ale to nie trwało długo. Zdążyłyśmy w tym krótkim czasie przeżyć mnóstwo wspaniałych chwil. Pamiętam, jak przygotowałaś mi powitanie, kiedy wróciłam z Radia dla Ciebie, opowiadałam na antenie Arturowi Orzechowi o kapeli z rodzinnego miasta. To było bardzo miłe. Tego lato była też pierwsza wspólna praca na
Warsaw Summer Jazz Days. Wielki świat, przygoda i my. Frywolne. Było na tyle dobrze, że zdecydowałyśmy się w kolejnym roku akademickim dalej mieszkać razem. Nawet spotykałyśmy się w wakacje. Razem podróżowałyśmy stopem. To ważne, że byłaś wtedy przy mnie. Stanowiłaś jeden z niewielu stałych punktów na mapie mojego niestabilnego wówczas życia.

Potem nastała era Jelonek

My dwie w trzyosobowym pokoju. Ta trzecia osoba, zawsze nie do pary, chyba jeszcze bardziej zacieśniała naszą relację. Ty miałaś lodówkę, ja kuchenkę na prąd. Kulinarnie byłyśmy dobrze ustawione, jak na akademik . Uśmiecham się, kiedy wspominam, jak zamykałyśmy się w pokoju byśmy same mogły zjeść sałatkę warzywną od mamy albo odgrzane gołąbki. To były dla nas wzniosłe chwile. No i te wizyty Jarka, który wskakiwał do nas przez okno zanim otworzyłyśmy oczy i budził okrzykiem: CZEŚĆ CIOTKI! Wychodził późną nocą. A pamiętasz, jak się kiedyś wybrałyśmy na czuwanie na Długą i spóźniając się zaczęłyśmy odmawiać z pamięci prefację po drodze. Tylko nie pamiętam, która mówiła kwestię księdza, a która wiernych. Nieźle nam szło.

Rozłąka

Po trzecim roku studiów wyjechałaś do Stanów, a ja wyprowadziłam się z akademika. Tęskniłam bardzo, pisałyśmy do siebie listy. Chyba nawet wyjechałam po Ciebie na lotnisko po powrocie. Ta rozłąka była konieczna, byśmy mogły dojrzeć – każda na swój sposób. W poczuciu pustki i osamotnienia trafiłam do wspólnoty. Potem zaczęłyśmy już układać sobie życie oddzielnie, przynajmniej tak mi się zdawało. Ale za chwilę przyjęłaś mnie do swojego zespołu w pracy i siedziałyśmy znowu biurko w biurko. To był trudny czas, bo ja zamiast skupić się na nowej pracy byłam zajęta organizacją wesela. Dałaś radę! Wytrzymałaś to jakoś! Nasza przyjaźń przetrwała.

Druga żona mojego męża

Potem zaczęły się związki. Ja pierwsza wyszłam a mąż. W pakiecie z mężem dostałam Internet, który wówczas nie był tak dostępny jak dziś. Przychodziłaś do nas codziennie, bo po powrocie z Hiszpanii szukałaś pracy. Przy okazji pomagałaś mi zająć się małym dzieckiem. Stanowiłaś część naszej rodziny. Nawet mój mąż zwracał się do Ciebie: moja DRUGA ŻONO! A jak leżałam w szpitalu i na zmianę z moją teściową zajmowałaś się naszą córką, to mama dzwoniła do mnie przerażona z pytaniem: Jak ma na imię Sroka, bo ja zwracam się do niej: Pani Sroko!

Przyjaźń na trudne chwile

Byłaś przy mnie, gdy odchodziła moja teściowa. To było dla mnie niezwykle ważne. Jestem Ci za to bardzo wdzięczna! Kiedy mój mąż czuwał przy swojej umierającej mamie, Ty czuwałaś przy mnie i naszych dzieciach. Byłam wtedy w ciąży. Zabawiałaś rozmową, rozweselałaś do łez. To był cudowny wieczór. Aż miałam jakieś wyrzuty, czy to wypada? Tam mama umiera, a mnie z Tobą tak dobrze, bezpiecznie i miło. To było jak katharsis po dwóch miesiącach jej nagłej i ciężkiej choroby.

Rodzina

Potem Ty wyszłaś za mąż. Rodziły się Twoje dzieci. Nie wiem, czy umiałam być tak blisko Ciebie w tych chwilach, jak Ty byłaś ze mną? Ale chyba nie spieprzyłam tego koncertowo, skoro jestem matką chrzestną Twojego syna?
 
Mijają lata, a my trwamy! Wygląda to na grubszą sprawę. PRZYJAŹŃ ze stażem! Odpoczywam w Twoim towarzystwie. Wiem, że zawsze mogę na Ciebie liczyć. Ostanie nasze spotkanie uświadomiło mi, że mam za co dziękować. Mamy za sobą wspólne mieszkanie, wspólną pracę, rozłąki, powroty, mnóstwo wspomnień, radość do łez, lęki, obawy i oczekiwania … i wciąż lubimy razem być. Czyż to nie piękne?

przyjaźń dorosłych kobiet



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.